Muszę przyznać, że takich „cudów” nie widziałem nawet w przypadku współczesnej sztuki kamieniarskiej. Nawet nie wyobrażam sobie narzędzi, którymi dzisiaj można by wykonywać tak idealne połączenia płaszczyzn w profilach wklęsłych. Frezarka z głowicą na ruchomym wysięgniku, sterowana komputerowo? Problem polega na tym, że stosowane współcześnie narzędzia obrotowe charakteryzują się pewnym promieniem i nie można zrobić wyżłobienia, które będzie pozbawione wewnątrz zaokrągleń w narożach, wynikających ze średnicy wirującego narzędzia (np. frezu). Na jednym z zamieszczonych w książce zdjęć wyraźnie widać, że jeśli w ogóle można mówić o jakimś zaokrągleniu czy niedokładności na wklęsłym styku dwóch prostopadłych płaszczyzn, to niedokładność ta jest co najwyżej rzędu jednej dziesiątej milimetra! Dobrze widać to na filmie, gdzie naroża porównano z podziałką centymetrową – jej białe pola mają czarne ramki o szerokości 0,45 mm i pozwalają na sformułowanie takiej oceny. Paradoksalnie, to właśnie fakt, że ruiny były zagrzebane na pewnej głębokości pod ziemią sprawił najprawdopodobniej, że uszkodzenia są stosunkowo niewielkie i nie widać po nich upływu co najmniej kilkunastu wieków. Ziemia stabilizowała temperaturę i wilgotność, kamień nie był narażony na bardzo duże dobowe różnice temperatur i wysokogórskie mrozy. W związku z tym erozja została zminimalizowana, widać głównie uszkodzenia mechaniczne, takie jak odłupania rogów i zewnętrznych krawędzi oraz sporadycznie bloki połamane – prawdopodobnie ślady trzęsienia ziemi.

Dla nas zagadka metod obróbki bloków z Puma Punku jest czymś każącym się zastanawiać nad podstawami naszej wiedzy o historii, a co dopiero mieli powiedzieć hiszpańscy konkwistadorzy, którzy ujrzeli takie cuda bez uprzedzenia! W epoce, w której nie śniono nawet o precyzyjnych maszynach... Bardzo ciekawy wgląd w ten szok kulturowy daje nam relacja hiszpańskiego kronikarza, Pedra de Ciezy de Leon, która zresztą odnosi się w ciekawy sposób zarówno do technologii, jak i do wyraźnie różniącego się od Indian ludu, który pozostawił po sobie zagadkę kompleksu Tiahuanaco – Puma Punku:

 

Zastanawiając się nad wykonaną tu pracą, nie jestem w stanie zrozumieć, jakiego rodzaju instrumenty czy narzędzia były stosowane do obróbki, jako że jest ewidentne, iż zanim te wielkie bloki kamienne zostały upiększone i doprowadzone do doskonałości, musiały one być [przed obróbką] znacznie większe i dopiero potem pozostawiono je takimi, jakie możemy zaobserwować. (…)

Powiedziałbym, że uważam to za najstarszy starożytny zabytek w całym Peru. Wierzy się, że pewne z tych budowli istniały przed rządami Inków, na długo przed tym, i słyszałem, jak Indianie mówili, że Inkowie wznieśli swe wielkie budowle w Cuzco zgodnie z założeniami architektonicznymi tego miejsca. Posuwają się nawet do twierdzenia, że pierwsi Inkowie mówili o ustanowieniu swego dworu i stolicy tutaj, w Tiahuanaco... W obecności Juana Vargasa pytałem miejscowych (on ma nad nimi encomiendę), czy budowle te powstały w czasach Inków, jednak oni roześmieli się słysząc to pytanie i powtórzyli to, co ja powiedziałem, że zbudowano je na długo, zanim rządzili Inkowie, ale nie byli w stanie stwierdzić, kto je zbudował. Słyszeli jednak od swych praojców, że wszystko to pojawiło się w ciągu jednej nocy. Z tego powodu i ponieważ mówili oni, że brodaci ludzie byli widziani na wyspie na jeziorze Titicaca, i że to ci ludzie wznieśli budowlę w Vinaque, twierdzę, iż na długo przed rządami Inków byli ludzie w tych królestwach, którzy przybyli nie wiadomo skąd, którzy zrobili te rzeczy, a ponieważ krajowców było wielu a ich mało, to z czasem przepadli w wojnach.

 

 

Ciekawy blok, na którym widać nie tylko coś w rodzaju charakterystycznej dla tego miejsca obsesji wykonywania różnych otworów, ale też coś znacznie ważniejszego. Jest to ślad narzędzia wiercącego (po lewej). Wyraźnie widać, że była to rura ze stożkowym zakończeniem, czyli coś zdumiewająco podobnego do tego, czego używa się obecnie. Ślad jest precyzyjny, co sugeruje, że była to maszyna sztywno zamocowana – na pewno nie był to żaden kamień obracany ręką czy coś podobnego. Puma Punku uderza nie tylko liczbą i precyzją otworów, ale w wielu przypadkach też ich kształtem. Pośrodku widać np. otwór o kształcie lejkowatym. Jego przekrój to krzywa matematyczna (!), związana z… komunikacyjną rolą niektórych bloków. Puma Punku stanowi chaotyczną ruinę, ale podobne bloki zachowały się w pobliskim Tiahuanaco, gdzie służą one głosowemu porozumiewaniu się na odległościach rzędu 150 metrów. Nie trzeba krzyczeć, wystarczy szeptać! Działa to prawdopodobnie nie tylko dzięki wyprofilowaniu otworów, ale też dzięki rezonansowemu ukształtowaniu całego bloku. Jest to jeden z licznych sygnałów wskazujących na bardzo dobrą znajomość matematyki. (Copyright I. Witkowski)

 

 

Mocno zniszczony blok. Być może był on wadliwy, bo sprawia wrażenie, jakby służył do testowania narzędzia wiercącego. Ogólnie spora część bloków wygląda, jakby została w taki czy inny sposób „skasowana” jeszcze w trakcie produkcji. Otwór jest zniszczony, aczkolwiek unikalną cechą opisanego tu miejsca jest obecność otworów zakręcających wewnątrz bloku, jak ten tutaj. (Copyright I. Witkowski)

 

Script logo
Do góry