Komercyjny chleb – zysk nade wszystko

Mimo iż stare przysłowie głosi: „Im bielszy chleb, tym szybciej będziesz martwy” – piekarze nadal wypiekają pozbawiony witamin i śmiertelnie niebezpieczny biały chleb, zaś ludzie dalej się nim zajadają i karmią nim swoje dzieci. Większość matek prawdopodobnie daje go im, często z masłem orzechowym i galaretką, i jest to prawdziwa uczta, część dorastania. Podobnie jak wiele innych rzeczy, z którymi dorastaliśmy, trudno uznać go za truciznę, tym niemniej jest nią. Nie da się zbudować lub utrzymać maksymalnie dobrego zdrowia, jedząc coś takiego.

Przez 30 lat mąka była bielona trójchlorkiem azotu, trucizną działającą na centralny układ nerwowy. Teraz do bielenia stosuje się ałun, amoniak, dwutlenek chloru i gips – wszystkie te związki są niebezpieczne mimo zapewnień producentów żywności o ich nieszkodliwości. Wielu naukowców ubolewa nad taką praktyką. Badania wykazały, że myszy cierpią na zaburzenia wzrostu w następstwie jedzenia mąki z dwutlenkiem chloru.

Motywem tego działania jest zysk. Bielenie umożliwia stosowanie bardzo słabej jakości mąki i wydłuża czas przechowywania produktu. Przetwórcy jest obojętne to, że wraz z wybielaniem mąki pozbawia ją także jej własności odżywczych.

Te same zagrożenia, które niesie z sobą biała mąka, z wyjątkiem wybielenia, czyhają w mące razowej. Tak więc nie należą się wam gratulacje, nawet jeśli podajecie swoim rodzinom ciemny chleb, chyba że mielicie własną mąkę z biodynamicznego ziarna (aby uniknąć bromowanej mąki) i pieczecie własny chleb lub za pomocą suszarki do żywności przygotowujecie chipsy zbożowe, które utrzymują całą wartość odżywczą, pod warunkiem że temperatura suszenia nie przekracza 40 °C. Jeżeli ktoś preferuje tradycyjny chleb, powinien potraktować dzień pieczenia jako okazję do wzbogacenia rodzinnego życia odrobiną staroświeckiego ciepła, zabierając dzieciaki z ulicy, z dala od telewizji, by wzięły w nim udział. Ale nawet najlepszy chleb zawiera zagrażający zdrowiu gluten.

Chociaż narzekamy, że tracimy czas na pieczenie, należy pamiętać, że nasiona pszenicy są traktowane trucizną zawierającą rtęć, zaś do pojemników służących do jej składowania pompuje się gaz o nazwie cyjan. Później, piekarze nasycają ciasto mikobanem lub propionianem wapnia, które niszczą enzym umożliwiający naszemu organizmowi przyswajanie wapnia. Używają ich, aby powstrzymać rozwój pleśni, nie bacząc na to, że wszystko, co hamuje rozwój żywych organizmów musi być również groźne dla ludzi. Do tej okropnej mieszanki dodajmy jeszcze brom, który jest we wszystkich komercyjnych mąkach i przestańmy się dziwić, że tak wiele osób jest uczulonych na pieczywo! Tak więc, jeśli chcemy coś upiec, używajmy jedynie nasion ekologicznych.

W bochenku chleba może być aż 80 składników, z których wymienionych jest tylko kilka. Większość z nich jest niejadalna, a część wręcz niebezpieczna. Są tam barwniki, środki konserwujące, środki przeciwpleśniowe, poprawiające wygląd i smak, przeciwutleniacze, wypełniacze, emulgatory, zaczyny i odżywki. Niektóre z nich są stosowane zamiast jaj, mleka i tłuszczu, ponieważ są tańsze od prawdziwej żywności. Inne mają za zadanie ułatwić dystrybucję i przedłużyć stan świeżości. Te chemiczne chleby są „świeże” przez długi czas i zdają pozytywnie „test na ściskanie”. A dlaczego by nie? W rzeczywistości to nie jest już pokarm i nie ma tam niczego, co mogłoby zgnić.

Kiedy wszyscy się doń dobiorą, większość chleba będzie niezdatna do spożycia przez ludzi i zwierzęta. Wołki mają więcej rozsądku niż niektórzy ludzie, gdyż nie jedzą białej mąki. Jest ona nie tylko pełna trucizn, ale, co więcej, w procesie mielenia usuwane z niej są jej wszystkie witaminy i minerały oraz enzymy, w wyniku czego nadaje się już tyko do karmienia świń. „Wzbogacona” mąka to farsa. Po usunięciu z niej w procesie przetwarzania naturalnych składników wzbogaca się ją syntetycznymi witaminami wytwarzanymi ze smoły pogazowej. Chleb z takiej mąki jest czynnikiem prowadzącym do śmierci i na opakowaniu powinien być oznakowany czaszką z piszczelami.

Mądrze jest unikać żywności, która ma składniki oznaczane na etykiecie numerami. Liczby te zostały umieszczone tam ze względu na nacisk ze strony konsumentów – zbyt wielu ludzi, którzy nie wiedzieli, co naprawdę jedzą, zostało zatrutych, a nawet zabitych. Większość tych numerów reprezentuje chemikalia, których żadna rozsądna osoba nie wybrałaby do jedzenia lub picia. Na przykład coś, co nosi numer „E920” (L-cysteina – przyp. red.), jest wytwarzane z sierści zwierzęcej i piór kurczaków. Anonimowego „polepszacza pieczywa”, który jest w wielu komercyjnych pieczywach i wielu recepturach chleba, należy unikać ze względu na aluminium i inne obecne w nim niebezpieczne dodatki.

 

Chroń siebie przed trującą żywnością

Pełniące rolę naszych „opiekunów” rządy sprawują się fatalnie w zakresie ochrony naszego zdrowia. Wszystkie one ślepną, gdy koncerny stają się zagrożone, i przestają zapewniać nam ochronę, której tak bardzo potrzebujemy, na którą zasługujemy i za którą płacimy. Ten temat jest zbyt skomplikowany dla polityków. Co jeszcze bardziej złowieszcze, przetwórcy żywności są zbyt bogaci, a ich lobbyści zbyt potężni i/lub hojni dla polityków, aby ci chcieli podejmować jakiekolwiek działania godzące w ich niebezpieczne praktyki, nawet jeśli mają ku temu motywację, zainteresowanie lub wiedzę. Niestety, nie mają i zapewne nigdy nie będą mieli na to ochoty. Jak zawsze, musimy bronić się sami!

Oto lista kilku substancji chemicznych dopuszczonych jako dodatki do żywności obrazująca lekceważącą postawę rządu australijskiego i innych „cywilizowanych” krajów wobec naszego zdrowia: alkohol benzylowy, alkohol izopropylowy, alkohol etylowy, glikol propylenowy, gliceryna, mannit (mannitol), sorbit (sorbitol), polidekstroza, octan etylu, monooctan glicerolu, dioctan gliceryny, triacetyna, cytrynian trietylu, jadalne tłuszcze i oleje, erytrytol, środki modyfikujące, naturalne skrobie, maltodekstryny, żelatyna, uwodornione oleje, krzemian wapnia, krzemian potasu, kazeinian potasu, glinokrzemian sodu, węglan magnezu, glinokrzemian sodowo-wapniowy, trójzasadowy fosforan wapnia i hydroksyfosforan wapnia.

Dodawanie tych substancji do spożywanej przez nas żywności jest naprawdę dozwolone! Czy sądzicie, że wasz rząd ma jakiekolwiek pojęcie o tym, jakie szkody mogą niektóre z nich lub wszystkie razem spowodować? Czy ktokolwiek zastanawiał się, do jakich interakcji może dochodzić między nimi? Mam powody, by podejrzewać, że niektóre z tych substancji są dodawane do żywności przeznaczonej dla dzieci! W żywności dla dzieci dozwolony jest na przykład aspartam, więc dlaczego by nie powyższe chemikalia, z których wiele jest uważanych za rakotwórcze? Czy chcecie karmić nimi swoją rodzinę? Ja na pewno nie i dlatego nigdy nie kupuję produkowanego przemysłowo jedzenia. Mam nadzieję, że będziecie mnie naśladować.

 

O autorce:

Elaine Hollingsworth jest dyrektorem Centrum Zdrowia Hipokratesa na Złotym Wybrzeżu w stanie Queensland w Australii, gdzie naucza zagadnień związanych ze zdrowiem i prowadzi badania naturalnych sposobów ochrony zdrowia. Od lat 1950., kiedy była gwiazdą Hollywood i telewizji jako Sara Shane, prowadzi krucjatę w zakresie ochrony zdrowia. Jest autorką wydanej w roku 2007 książki Take Control of Your Health and Escape the Sickness Industry (Weź zdrowie w swoje ręce i uwolnij się od przemysłu chorobowego). Dotychczas w Nexusie ukazały się dwa artykuły jej autorstwa: „Jod – doskonałe panaceum” (nr 84) i „Związek kwasu żołądkowego z naszym zdrowiem” (nr 86). Więcej informacji o niej i jej działalności można znaleźć na jej stronie internetowej zamieszczonej pod adresem www.doctorsaredangerous.com. Poprzez tę stronę można zakupić także jej książkę (w języku angielskim).

 

Przełożył Jerzy Florczykowski

 

Przypisy:

1. Szczegółowy wykaz różnego rodzaju dodatków znaleźć można w wydanej przez Wydawnictwo RM książce Billa Stathama E213 – tabele dodatków i składników chemicznych, czyli co jesz i czym się smarujesz. – Przyp. red.

2. Dulcyna, p-etoksyfenylomocznik – organiczny związek chemiczny, dulcyna arylowa pochodna mocznika. Odkryta w 1884 przez Josepha Berlinerbau. Jest to biały krystaliczny proszek rozpuszczalny w wodzie i około 100–300 razy słodszy od cukru konsumpcyjnego. – Wikipedia.

 

Script logo
Do góry